Stronę fototerapialaserowa.pl dedykuję pamięci mego Przyjaciela dr Ervina Ruska -RIP.

Strona jest utrzymywana przez Poradnię Fototerapii Przychodni Specjalistycznej "Na Rotmance" 

Nota prawna: 

Materiały zamieszczone na fototerapialaserowa.pl, nie będące naszą własnością intelektualną, są zawsze zaznaczone z podaniem źródła. Materiałów tych nie wolno kopiować bez zgody ich właścicieli. Materiały stanowiące naszą własność intelektualną mogą być kopiowane w celach niekomercyjnych, w niezmienionej formie, bez uzyskiwania naszej formalnej zgody, pod warunkiem wyraźnego zaznaczenia ich w miejscu do którego zostały skopiowane, wraz z podaniem czynnego łącza internetowego do żródła. Kopiowanie w celach komercyjnych jest możliwe wyłącznieza naszą pisemną zgodą.Naruszenie powyższych zasad spotka się z natychmiastową reakcją prawna. 

 

Na początku była myśl...

Właściwie, to na samym Początku było tak: 

1.3 I rzekł Bóg: Niech stanie się światłość. I stała się światłość.

1.4 I widział Bóg, że światłość była dobra. Oddzielił tedy Bóg światłość od ciemności...

Nigdy nie byłem biegły w studiowaniu Biblii, ale te dwa wersy zawsze przypominam sobie, ilekroć uruchamiam laser. Laser uczy mnie pokory przed wielkośią geniuszu Człowieka i jego zachłanności w zdobywaniu wedzy, a te dwa wersy stanowią memento: jak daleka jest jeszcze nasza droga do poznania...

Jeżeli zapytać przechodnia  na ulicy co znaczy określenie "wzmocnienie światła przez wymuszoną emisję promieniowania" to zapewne uzna "pytona" za wariata i szybko oddali się:-) Jednak po przetłumaczeniu tego tekstu na język angielski - Light Amplification by Stymulated Emission of Radiation i utworzeniu sktótu z pierwszych liter słów tłumaczenia uzyskamy słowo znane prawie każdemu absolwentowi szkoły podstawowej - LASER.

Starsi pewnie pamiętają mroźny marzec 69' nad rzeką Ussuri, który mógł być najgorętszym i... ostatnim marcem w historii Ziemi. Ówczesna plotka głosiła, że nie stało się tak tylko dlatego, że radzieckie "pagran-atriady" "wyparowały" eksperymentalnymi laserami bojowymi pułk chińskich pograniczników, co skutecznie odstraszyło ichnie dowództwo przed planowanym zastosowaniem... broni nuklearnej w walce o bezludną wysepkę "Damianskij". Dzisiaj wiadomo, że opowieści o parujących Chińczykach nad Ussuri byly jedynie sowieckim snem o potędze... Młodzi,na szczęscie, pewnie bardziej kojarzą laser z dyskoteką - to taki znak czasu:-)

Historia lasera zaczyna się na długo przed jego powstaniem. W połowie XIX w. pewien mądry facet urodzony w Edynburgu, James Clerk-Maxwell, nie mial co robić więc myślał i wymyślał różne dziwne teorie. Np. wymyślił "demona Maxwell'a, który dał zajęcie innym mądrym facetom na kolejne sto lat. Maxwell wymyślił też sposób na obliczenie prędkości ziemi w tzw. eterze. Podstawą tej teorii było założenie, że wystarczy zmierzyć prędkość światła w różnych porach doby lub roku i z różnicy pomiarów obliczyć prędkość Ziemi w eterze.

Maxwell wymyślił i dalej tematu nie drążył. Wydrązył go niejaki Albert Abraham Michelson - z nazwiska widać, że "nasz", ze Strzelna. Albercik miał "kiepełe" nie od parady, mimo to wyszła kiszka z groszkiem - żadnej różnicy w prędkości światła nie stwierdził, ani zimą ani latem, ani za dnia i w nocy. Albercik był ostrożny i swoje pierwsze doświadczenie z 1881r. powtórzył po 6-ciu latach wespół z koleżką, Edkiem Morley'em. Edek był amerykański, ale na wygląd też z "naszych", wiec również miał "kiepełe" nie od parady i zadbał, aby Albercik sam sobie sławy nie przypisał. Doświadczenie to przeszło później do historii optyki jako doświadczenie Michelsona-Morleya - chłopaki mierząc prędkość światła w różnych kierunkach wyliczyli, że jest ona... stała. Za jednym zamachem położyli teorię Maxwell'a i udowodnili, że eter nie istnieje.  Poza np. eterem etylowym, ale to zupełnie inny eter jest:-)

Dalej już był Einstein, też Albercik i też z "naszych". Einstein, ok. 1905r, nudził  się setnie w berneńskim Urzędzie Patentowym, gdzie za gryzipiórka, jako "ekspert techniczny trzeciej klasy", zatrudniony był. Nudząc się, wykombinował wiele ciekawych teorii, między innymi - zjawisko wymuszonej emisji promieniowania, a w 1940 niejaki W. A. Fabrikant - wprawdzie człowiek radziecki, a sądząc po obcym klasowo nazwisku - też z "naszych" -  potwierdził eksperymentalnie to, co Einstein wykombinował o wymuszonej emisji promieniowania. Resztę o laserach możecie Państwo znajeźć tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Laser :-)

Historia lasera zaczyna sie w pierwszej połowie lat 50-tych w wielu miejscach na Ziemi prawie jednocześnie. W USA, ZSRR, Iranie, Polsce... Tak! W Polsce też! W 1963 roku zaświecił pierwszy polski laser, He-Ne, uruchomiony w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. "Ojcem" polskiego lasera był prof. Sylwester Kaliski, dzisaj juz głośno mówi się, że jego karierę naukową, aspirującą (podobno) do nagrody Nobla, przedwcześnie zakończyło... GRU. Kaliski, robiacy karierę dzieki legitymacji PZPR i wiernej służbie Polsce Ludowej, za chwilowy przejaw patriotyzmu - odmowę pracy na rzecz sowietow - zpłacił najwyższą cenę. 

Złośliwi twierdzą, że sowieci ukradli laser amerykanom, tak jak teorie broni atomowej. Nie wiem, czy faktycznie ZSRR miało lepszych szpiegów niż naukowców, ale faktem jest, że sowieckie lasery zaświeciły prawie tak szybko jak amerykańskie. Jest jeszczcze coś, co różniło losy amerykańskich i sowieckich laserów - te pierwsze nie trafiły na początku swego istnienia w ręce lekarzy. Sowieckie - i owszem.

Znow muszę się powołać na "złe języki", które twierdzą, że radzieckie lasery tak szybko trafiły w ręce radzieckich lekarzy, bo ci  w okresie zimnej wojny byli uznawani za profesjonalistów od... uśmiercania ludzi. Coś chyba było na rzeczy w tej teorii, bo sam słyszałem te podłe plotki rozpuszczane przez "wrogów ludu"... po rosyjsku, kiedy w roku 90' Związek Sowiecki chylił się ku upadkowi.

Rok póżniej byłem prawie naocznym świadkiem puczu Janajewa i naocznym świadkiem rozpadu sowieckiego imperium. W Jekatierinburgu, wtedy jeszcze Swierdłowsku, za całe 100$ udalo mi się zakupić... blisko 200 stronicową książkę zawierającą cała ówczesną radziecka wiedzę o biostymulacyjnych właściwościach światła laserów niskoenergetycznych. Zapytacie dlaczego zakup książki uważam za dowód upadku imperium sowieckiego? Książka jak książka, cyrylicą pisana, na dobrym kredowym papierze, wydanie z roku 88'. Tylko dwie rzeczy różniły ją od normalnych podręczników - nakład - 100 egzemplarzy i brak autora, czy autorów, jedynie enigmatyczna informacja: "praca zbiorowa".

Był jeszcze jeden szczegół, nie występujący w publikacjach naukowych - drobnym drukiem pod tytułem zaznaczono: "soviershenno sekretno, egzemplar No..."  Starzy wiedza co to znaczy, a młodym wyjaśniam - "ściśle tajne, egzemplarz nr...". Nie podaję tego numeru celowo, bo FSB prawdopodobnie zaczęłoby zaraz szukać żródła tego dealu i co gorsze - mogłaby znależć. 

Podręcznik zawierał całą ówczesną sowiecka wiedzę o biostymulacji laserowej, próbował wyjaśnić naukowo mechanizmy reakcji organizmu na światło lasera i podawał wiele praktycznych informacji np. dawki i zasady ich obliczania. Była to dla mnie kopalnia wiedzy i stosowałem ją w praktyce, bo właśnie wszedłem w posiadanie świetnego polskiego lasera biostymulacyjnego emitującego światło podczerwone o dług. fali 950nm z diody laserowej i światło czerwone z lasera He-Ne. Ciekawostką było to, że produkcję tej zabawki zorganizowali... sprywatyzowani uczniowie prof. Kaliskiego.

Język rosyjski posiadam w stopniu powyżej przeciętnego dla mojej grupy wiekowej i zawodowej, co jest następstwem wieloletniego słuchania podczas studiów Radia Svoboda zamiast, intensywnie zagłuszanego, Radia Wolna Europa. Niestety słuchanie radia nie poprawia zdolności czytania cyrylicy - ergo, czytanie ze zrozumieniem specjalistycznych artykułów pisanych cyrylicą było i pozostało dla mnie czynnością mocno czasochłonną. Dlatego mój "egzemplar No..." zabierałem do pracy, gdzie w każdej wolnej chwili przedzierałem się przez meandry alfabetu rosyjskiego i specjalistyczneg słownictwa. Po przeczytaniu książki moja wiedza o laserowej biostymulacji znacznie wzrosła, czujność za to osłabła. Trzymałem ten bezcenny podręcznik w... swojej szafce ubraniowej. Stamtąd też pewnego dnia... zniknął. Włamania do szafek zdarzały się wczesniej, ale ginęły zazwyczaj pieniądze i dokumenty, tym razem zginął podręcznik, tylko podręcznik - dziwne... 

Z racji miejsca pracy - klinika chirurgii urazowej - na początku lat 90-tych podjąłem badania w kierunku biostmulacji zrostu kości i wspomagania leczenia klasycznego w stanach zapalnych kości. Efektem był moje doniesienia naukowe:

  1. Ręcki M., Białko M., Grudziński L.: Wpływ światła lasera impulsowego małej mocy o długości fali 950 nm na tempo zrostu złamań goleni leczonych metodą zewnętrznej stabilizacji dynamicznej - doniesienie wstępne. Chir. Narz. Ruchu Ortop. Pol., 1994, 59, Supl.3., 204-205
  2. Białko M., Ręcki M., Grudziński J.: Światło laserów impulsowych o długości fali 904 i 950 nm w zachowawczym leczeniu powikłań zrostu kostnego - doniesienie wstępne. Chir.Narz.Ruchu Ortop.Pol., 1994, 59, Supl.3., 206-208
  3. Ręcki M., Brzeski W.: Wpływ impulsowego światła laserowego o długości fali 950 nm na rozwój kostniny w doświadczalnym złamaniu kości udowej owcy unieruchomionym zewnętrznym stabilizatorem typu MACZEK pracującym w trybie stabilizacji dynamicznej. Chir.Narz.Ruchu Ortop.Pol., 1994,59,Supl.3., 209-210

Prace te są pierwszymi publikacjami w Polsce, Europie i prawdopodobnie na świecie nt. zasosowania lasera podczerwonego do wspomagania leczenia złamań i ich powikłań. Również wsród literatury pisanej cyrylicą nie znalazłem wtedy nic, poza nieudanymi próbami zastosowania lasera He-Ne do tych celów. Natomiast powiązanie metody dynamicznej stabilizacji złamań i  ich biostymulacji laserowej jest pierwszą tego typu publikacją na świecie, również wsród publikacji rosyjskojęzycznych.

Moja przygoda naukowa z laerami biostymulacyjnymi urwała się z chwilą mojej "prywatyzacji" w roku 1996. W późniejszych latach mój laser, jako laser "prywaciarza" zarabiał pieniądze i w naukę się nie bawił. Prywatyzacja wymusiła na mnie zmianę profilu zainteresowań i laserowe biostymulacje zeszły na margines moich działań komercyjnych.  Pod koniec lat 90-tych, w  wyniku włamania do ówczesnej siedziby firmy utraciłem również laser i w ten sposób moja "przygoda" z laserami biosymulacyjnymi została przerwana. 

Podczas  przerwy w działaniach praktycznych uważnie śledziłem doniesienia naukowe nt. biostymulacji laserowej, głównie te z Zachodu. Muszę przyznać, że pod koniec XX w. i na początku XXIw. dość zabawnie było czytać o zachodnich "odkryciach" króre były mi doskonale znane z ruskiego podręcznika z końcówki lat 80-tych.:-)

Upadek Związku Sowieckiego  spowodował chwilowe załamanie w ich badaniach nad laserami biostymulacyjnymi. Jednocześnie "izolacja językowa" sprawiła, że sowieckie i rosyjskie osiągnięcia w tej dzidzinie były... na nowo odkrywane na Zachodzie. Europa powoli dogania wiedzę sowiecko-rosyjską, a i obecna Rosja i byłe kraje Związku Sowieckiego stały się bardziej otwarte na wymianę myśli naukowej. Dziwne, ale Ameryka jest w tej dziedzinie "sto lat za Pigmejami", a to wszystko dzieki FDA.  

Przez długie lata kolekcjonowałem wiedzę nt. laserowych bistymulacji, ale nie praktykowałem jej. Do praktycznego zstosowania mojej wiedzy wróciłem w mało przyjemnych okolicznościach po niespodziewanej śmierci mego Przyjaciela dr Ervina Ruska. Ervin, krótko przed śmiercią, kupił do swojej praktyki dwa laserowe mercedecy. Dzieliłem się z Nim swoją wiedzą na ten temat... Wdowa po Ervinie zaproponowała mi odkupienie Jego sprzętu i tak od 2011r. znowu "bawię się" laserami biostymulacyjnymi. Szczególnie fascynuje mnie Laserowa Biostymuacja Krwi, którą w Polsce tzw. "autorytety", w swojej arogancji odwrotnie proporcjonalnej do ich wiedzy, nazywają "czarodziejstwem"...

"Autorytetom" wypada przypomniec wspomnianego wczesniej Alberta E., który twierdził, że "Zwei Dinge sind unendlich, das Universum und die menschliche Dummheit, aber bei dem Universum bin ich mir noch nicht ganz sicher." "Autorytety" zrozumiały? Nie? Bo po niemiecku? Lernen, lernen und nochmals lernen sagte Lenin;-)